Wróćmy teraz do wiedzy
Wróćmy teraz do wiedzy o sztuce. Jej brak, tak bolesny w wykształceniu wyższym, odbija się też fatalnie na uczniu szkoły średniej. Niejeden maturzysta zjawia się do egzaminu wstępnego na uniwersytet jako kulturalna tabula rasa: wiele mogłyby o tym powiedzieć komisje egzaminacyjne wszystkich w Polsce wyższych uczelni. Pewnych luk nie zapełni najlepszy nawet uniwersytet. Czasem ujawniają się one najdziwaczniej dopiero na wyższych latach studiów. Toteż elementarną wiedzę o sztuce, właściwe podejście do sztuki powinna dawać już szkoła średnia, począwszy od fotografii zabytków w podręcznikach historii, kończąc na wszystkich tych metodach, o jakich mówiliśmy wyżej. Na szkole średniej - a także podstawowej - spoczywa tym bardziej obowiązek wprowadzania w krainę wiadomości i przeżyć artystycznych, że są to lata ważniejsze niż lata uniwersyteckie dla kształtowania osobowości człowieka. „Sztuka życia polega na poświęcaniu namiętności niskich namiętnościom wyższym", powiada Mauriac. Ksiądz Konstanty Michalski wniósłby tu poprawkę: chodzi o sublimowanie, uszlachetnianie, obracanie ku dobremu wszelkich namiętności. Chodzi o swoiste „estetyzowanie" namiętności - powiedziałby może Schiller - o kształtowanie tego, co w człowieku niekształtne, na podobieństwo artysty, lepiącego bryłę gliny. Sztuka życia... Samo to pradawne określenie - św. Augustyn nazywał cnotę ars recte vivendi - wskazuje, ile dać może sztuka. Lecz musimy uczyć się obcowania z jej dziełami, patrzenia na świat świeżym, bystrym spojrzeniem, od lat najmłodszych. Jakie winny być bezpośrednie cele podawania dziecku w szkole podstawowej i liceum rudymentów wiedzy o sztuce? Chyba trzy przede wszystkim: a) pełniejsze, bardziej „kompleksowe" poznanie własnego regionu, b) przysposobienie dziecka do otwartego, wrażliwego obcowania z dziełami sztuki oraz c) danie mu minimum wiadomości o historii sztuki.
 
| |