Wiele jest w tych słowach
Wiele jest w tych słowach syna dziecinnej pozy - podobnie jak w „zasadzie niewspółczuwania" i „gnębienia siebie", którą wykładał ojcu; wiele jest antykonformizmu (aż ekscentrycznego), którego przykładem - choć w innych formach - świecił stary Witkiewicz; wiele na koniec typowo młodzieńczej aspołeczności: „ten antagonizm między mną a Tobą zdaje się będzie trwał zawsze, bo polega na zupełnie innej podstawowej organizacji, mianowicie w pojęciach współczucia, współżycia i innych rzeczach, zaczynających się od współ" (1905). W rzeczy samej Witkacy nigdy tej postawy nie odmienił. Jeszcze w roku 1931 otrząsał się: „ludzkość pykniczeje w miarę uspołecznienia". Czy to ojciec wpędził syna (zgodnie z prawem akcji i reakcji) w takie poglądy, czy też inne są źródła owego antagonizmu ? Witkacy chyba do śmierci będzie się nad nimi zastanawiał. „Dlaczego są w ogóle takie przepaście między dwoma odczuciami świata?" -spyta w Jedynym wyjściu. Może działają tu zewnętrzne warunki, a może doprawdy działa inna „podstawowa organizacja"? Na temat warunków pisze ojciec (1912): „Twoja uwaga, że życie z dala od niewoli rosyjskiej, usunięcie dzieciństwa Twego spod bezpośredniego wpływu prześladowania mogło wpłynąć na to, że pozostałeś obojętnym na życie narodowe, jest zupełnie słuszna." W dodatku Witkacy był ukochanym jedynakiem, wychowanym w cieplarni (!) Zakopanego, wędrującym, kiedy chciał, po całym kontynencie, a Witkiewicz miał czternaście lat, gdy zesłany został na Sybir. Całkiem inny zakres doświadczeń; najpierw generacja, która zdążyła już bić się w Powstaniu, a i później miała wyraźny cel w życiu, wychowała się w pozytywizmie i reagowała nań modernistyczną romantyką - potem druga generacja, wychowana w modernizmie i reagująca nań... kpiną, już dotknięta poczuciem „potwornego bezsensu" (Witkacy, 1912), może ona pierwsza, ale na pewno nie ostatnia: „Upiorny nonsens polskich dni...", napisze poeta w ćwierć wieku później.
 
| |