|
Tamte wydarzenia sprzed lat wspominamy siedząc naprzeciw siebie w wygodnych fotelach w przytulnym, krakowskim mieszkanku państwa Rakoczych przy ulicy Rydla. Helena Rakoczy ubrana w kolorową, domową sukienkę niepodobna jest do tej, jaką spotykaliśmy w sali gimnastycznej. Pełni dziś funkcję pani domu. W tej roli występowała najrzadziej. Na dom pozostawało najmniej czasu. Może dlatego właśnie tak go lubi i ceni jego zacisze.
W ciągu 10-letniej kariery gimnastycznej poznała blaski i cienie sportowej sławy. Cenę jaką trzeba płacić za zwycięstwa w zawodach, za zamieszczane na okładkach zdjęcia, za nazwisko drukowane na pierwszych kolumnach gazet. Bowiem droga, którą obrała, aby dojść do postawionego przed sobą celu nie była łatwa. Do obowiązujących dziś ćwiczeń dochodziły jeszcze dla kobiet kółka i zespołowe ćwiczenia z przyborem. Dobre przygotowanie ich zajmowało wiele czasu. Trzeba było opanować żonglerkę piłkami, maczugami... A trenowała sama i była też trenerką innych. Układała programy i demonstrowała je. Może dzięki temu była zawodniczką bardziej samodzielną? Sport zajmował w jej życiu wiele czasu, resztę, już niewielką, poświęcała rodzinie.
Nie wszyscy byli po Bazylei zachwyceni jej sukcesem. Próbowano go pomniejszyć. Mówiono, że nie startowały wszystkie ekipy, że brak było Rosjanek. Helena bardzo to przeżywała. Zawzięła się jednak. Musi udowodnić, że należy do najlepszych bez względu na wszystko.
|