Po pierwszej wojnie
Po pierwszej wojnie (rana, dwa odznaczenia) malarz wrócił do swego warsztatu, zawsze tak samo milczący, dociekliwy, choć może swobodniejszy, pogodniejszy, chroniący się przed pokusami stylizacji w nowe obcowanie z rzeczami. Stały słownik malarski Braque'a - owoce, gitara, dzbanek, fajka - rozszerza się o dawno zaniechane, posągowe teraz akty i zwięzłe, masywne pejzaże. Po drugiej wojnie, w latach 1948-1956, Braque maluje m.in. wspaniałą serię Pracowni z przelatującym ptakiem. Wśród wyrafinowanej transpozycji stosunków przestrzennych na płaszczyznę obrazu (ograniczona i zatłoczona przestrzeń pracowni rozkłada się tu jak parawan albo jak odbicie w kilku zachodzących za siebie szybach) - przemyka, niby czółno przez osnowę tkackiego warsztatu, goniec z innych obszarów, z bezkresnych obszarów wyobraźni. „Nigdy tych ptaków nie obmyślałem (powiedział malarz Richardsonowi, „The Observer" z 1 grudnia 1957), po prostu same się materializowały, rodziły się na płótnie, toteż byłoby absurdem doszukiwać się w nich jakichś znaczeń symbolicznych." Braque od dawna interesował się litografią, ale dopiero po drugiej wojnie zaczął ją uprawiać szeroko. Rzeźbił też trochę od roku 1939, w roku 1949 zrobił dla Jouveta dekoracje do Świętoszka, w latach pięćdziesiątych wykonał szereg polichromii ściennych i witraży. Malował i rysował coraz prościej. Późne jego ptaki - sylwetki elementarne i dobitne - lecą bez przeszkód w przestrzeni czystej, otwartej. Ostatni, niedokończony jego obraz (1961-1963), który przedstawia jakąś koślawą maszynę na tle pola, rozciągającego się pod ciężkim niebem, każe nieuchronnie myśleć o van Goghu.
 
| |