|
Jeszcze przed rozpoczęciem ehminacji do monachijskich mistrzostw powiedział dziennikarzowi: „Teoretycznie najwięcej szans mają Anglicy, ale i nam nie wolno rezygnować z awansu. Aby osiągnąć cel, musimy przygotować się do pojedynków z Anglią i Walią jeszcze solidniej, z większą dyscypliną i precyzją niż do Igrzysk Olimpijskich".
Przygotowania były przemyślane, staranne i w efekcie przyniosły „biało-czerwonym" zasłużony, ogromny sukces. W tamtych dniach niewiele mówiło się o indywidualnych zasługach zawodników. Akcentowano triumf kolektywu i jego opiekunów - Kazimierza Górskiego i Jacka Gmocha.
Początek drogi na mistrzostwa świata nie zwiastował tak pomyślnego zakończenia. O wyprawie do Cardiff chciałobyś się jak najszybciej zapomnieć. Pechowa przegrana 0:2 z Walią zdawała się pozbawiać nadziei, wywołała nastroje zwątpienia. Nie tylko wśród kibiców. Deyna, choć nikt nie miał do niego zastrzeżeń, był zły na siebie. Przecież w konfrontacji z Walijczykami nie wypadł tak, jak przystało na najlepszego piłkarza kraju w 1972 roku. Nie potrafił być tak pożyteczny dla zespołu jak w swoich popisowych występach. Już w zimie 1973 roku, na początku przygotowań do sezonu eliminacji mistrzostw świata, „Legia" miała ogromne perypetie: brak gier sparringowych, treningi w anormalnych warunkach.
|