|
Hedonizm estetyczny ma żywotność nieprawdopodobną, zakorzenioną widać w głębokich potrzebach psychicznych człowieka: chodzi więc jedynie o to, by jego zasad nie stosować do całej w ogóle sztuki. Ale nie ma sensu zwalczać hedonizmu, jakby to była najgorsza herezja: takie zwalczanie go w czambuł prowadzi przez reakcję do tego, że się go w czambuł (niby to broniąc poglądów szarego człowieka) gloryfikuje. Niechże korzysta ze słusznych swoich praw, ale niechaj ze swej strony nie uzurpuje sobie praw generalnej zasady wartościującej: staje się wówczas hedonizmem totalnym albo łagodniej - naiwnym. Od zawsze takim uzur-pacjom się przeciwstawiano. Przeciwstawiały się hedonizmowi w średniowieczu religijne funkcje sztuki, we wczesnym renesansie jej funkcje naukowo-poznawcze, z końcem XVI wieku (zwłaszcza po soborze trydenckim) nowe koncepcje artystycznej ekspresji. Z biegiem jjpeku XVII „bojaźń bożą" zaczęto coraz bardziej świadomie przenosić w strefę odczuwania różnych zjawisk kosmicznych i przyrodniczych, a potem odzwierciedlających je zjawisk artystycznych: piękno nie mogło tu już wystarczać. Nieco później stopniowa demokratyzacja mecenatu artystycznego postawiła pod znakiem zapytania te wartości, którymi delektowały się ówczesne elity. W kręgu takich zjawisk wykrystalizowały się w XVIII wieku nowe kategorie estetyczne: kategoria wzniosłości, kategoria malowniczości, kategoria wzruszającej wymowności. Wiązały się z nimi doznania dalekie od czystej delek-tacji: wzniosłość łączyła się z uczuciem lęku (któremu nie towarzyszy jednak bezpośrednie zagrożenie), malowniczość z szorstkością, wzruszenie ze smutkiem.
|